DZIEŃ IX: PORRIÑO - REDONDELA
Po bardzo dobrze przespanej nocy w luksusowych łóżkach z zasłonami oraz obfitym śniadaniu, gdzie królował serek topiony i papryka, B i J ruszyli w drogę. Zegarek wskazywał godzinę 9:15, a słońce już zaczynało przypiekać. Na szlaku roiło się od ludzi. Górzysto-wiejskie tereny i unoszący się w powietrzu zapach jodu (a może przede wszystkim obecność innych ludzi) przyspieszyły jednak wędrówkę do tego stopnia, że do schroniska udało się dotrzeć już przed godziną 13:00. Tego dnia B i J nie chcieli już nocować w hostelu, toteż dzielnie koczowali ponad godzinę u drzwi niezwykle klimatycznego schroniska, jakim okazał się historyczny baszt w Redondeli. Nie obeszło się jednak bez międzyludzkich konfliktów, tym razem również na tle kulturowym (co mocno zabolało J). Niestety im więcej osób na trasie, tym większe ryzyko na irytację i niemiłe dyskusje z byle powodu. Na szczęście, po tak zwanym walkobycie, udało się dostać dwa łóżka w przytulnym, ośmioosobowym pokoju, gdzie B i J zapoznali się z ...